osada
Wynajem pokoi, wynajem domków, noclegi na warmii Ekoagrotyrystyka, Wypoczynek, Noclegi, Imprezy, konferencje, warsztaty, Wesele plener fotograficzny, obserwacja przyrody, natura, spokój, łaki, pola Konie, jazda konna, nauka jazdy konnej, zwierzęta gospodarcze, kozy, kury Stodoła biesiadna, imprezy, wesela, dębowa klepka, rustykalnie, przaśnie, wiejsko, z klimatem Wesela z klimatem, nietypowe wesele, wesele wegańskie, wesele wegetariańskie, wesele bezglutenowe, wesele mięsne, wesele myśliwkie, wesele staropolskie Ptaki, obserwacja ptaków, bociany, czaple Jedzenie ekologiczne, eko jadło, jajka, sery kozie, lider kozich serów, wytwórca ekologicznych wyrobów spożywczych Jeziora, stawy, woda, sporty wodne, kajaki, wycieczki kajakowe, łowienie ryb Tańce, imprezy ludowe

Kasia

Połowa listopada za nami…

Dni co raz krótsze, każdy już szary i mglisty. Jesień to u nas czas pewnego wyciszenia. Skraca się dzień i zmniejsza się ilość pracy w gospodarstwie. Tylko zwierzęta wymagają codziennej opieki i doglądania. Potrzebują też obecności człowieka, czego już doświadczyłam. Będąc w temacie zwierzyńca naszego to od tygodnia jest nowy koziołek. Ma „uratować” sprawę kozich ciąż tej jesieni. Pierwsze dni zapowiadały się dość obiecująco. Jednak już starsze i większe dwie takie paskudne charakterkami kozy tłuką go i przeganiają. Zresztą jak i Wacława. Marny los młodego kozła, bez doświadczenia wśród starszych kóz.

Nadal mam jednak nadzieję, że z pięciu kóz, kilka zostanie zakoconych i następnej wiosny będziemy mieć i koźlaki i mleko.

 

Tak sobie piszę spokojnie, że pracy mniej, tak, na zewnątrz, w ogrodach, w sadzie. Z drugiej strony, w głowie ciągle lista rzeczy do zrobienia w domu, w pozostałych budynkach. Tyle jeszcze przedmiotów czeka na renowację i nadanie im ładniejszego wyglądu.

Czy starczy czasu jesienno-zimowego na to i inne pomysły do ogarnięcia na już? Życie pokaże, oby tylko zdrowia nie zabrakło J

chleb przy kominku rosnący

Październik jeszcze kilka dni tylko, a jesień już w pełni. Jeszcze barwna, ale coraz bardziej przemienia się w szarość. Długo było ciepło, także łąi i trawy są zielone i pewnikiem mróz je tak zastanie a nawet zaskoczy.

Właśnie dziś w nocy pierwszy większy przymrozek. Zmroziło już wodę w cieniutkich szlauchach, z których daję zwierzakom wodę. Na szczęście udało się uruchomić wodę z grubszej rury. No ale Małżonek musi opatulić wodę przed zimą, tym bardziej, że to ja będę pewnie doglądać zwierzaki.

Po zimnym poranku i pracy w gospodarstwie miło jest ogrzewać się przy kominku. Jako, że moja najstarsza Córka jutro przyjeżdża to dziś piekę dla niej chlebek specjalny. Specjalny, bo bezglutenowy. Właśnie gdy piszę, rośnie sobie chlebek przy kominku.

Upiekę jeszcze ciasto z bananami i czekoladą bo to nasze odkrycie smakowe tej jesieni :). Maluchy w przedszkolu, w kominku trzaska drewno, pachnie kawa….

Nie miałabym takich miłych chwil i widoczków gdybym się nie zdecydowała na tak radykalną zmianę w życiu, oj nie….

W międzyczasie oczywiście „odwalam” całą biurokracje związaną z księgowością, rejestrami całego gospodarstwa oraz staram się o nowych klientów na wesela, imprezy i pobyty u nas w przyszłym roku. Baza noclegowa zwiększy się do prawie 50 łóżek to jest i będzie robota :).

No to lecę upiec ten chleb co to już rośnie dość długo!!!

Kozy i słoiki

Kozy nasze – zaledwie pięć sztuk, w tym cztery rasy w sierpniu przeszły mały trening dojenia. Dwie alpejskie, jedna saaneńska, jedna toggenburska i jedna niezidentyfikowana do końca :). Oczywiście, ja kompletnie bez doświadczenia, ale chyba pamięcią sięgnęłam do wakacji spędzanych u mojej Babci Waci, z którą chodziłam doić krowy. I jakoś poszło. Poszło z przyzwyczajeniem kóz do dojenia, a to już bardzo wiele. Muszę przyznać, że pierwsze kilka dni to był ogromny wysiłek fizyczny zarówno z mojej strony jak i ich. Przekonanie tych zwierzaków, że nic się złego nie dzieje, że może nawet lżej będzie łazić bez ciężkich wymion zajęło trochę czasu.

Jednak niestety, okazało się, że nie uda mi się ich rozdoić, czyli zwiększyć ilości mleka, ponieważ natura rządzi się swoim rytmem i ani rusz tej produkcji rozkręcić bez klasycznej laktacji po wykocie małych kózek. Jako że jesień zbliża się, a to pora zachodzenia w ciążę kóz, nie czekając za długo, Mąż zakupił koziołka, o oryginalnej grzywce zalotnie opadającej na czoło. Z racji tegoż wyglądu oraz zadania jakie ma przed sobą otrzymał imię Wacław, czyli zdrobniale Wacuś, na które już zaczyna reagować.

W tak zwanym międzyczasie powstał w części koziarni kurnik i zagościły w nim kury wraz z pięknym kogutem. Mamy nadzieję już niedługo pozyskiwać własne jaja, a nasi Goście rzecz jasna również będą smakować jajecznicy w prawdziwych jaj :).

W sierpniu przyszły już mokrzejsze noce, kilka razy spadł deszcz i wysypał się grzyb w okolicznych lasach. Kilka wycieczek do lasu zaowocowało dwoma słojami suszonych, kilkunastoma słoikami marynowanych. A na samym początku września udało się zakupić żurawinę – jako że w tym roku tu na Warmii wszystko wcześniej dojrzewa. I z tej żurawiny przybyło w słoikach konfitury żurawinowej, dżemu żurawinowego oraz  naleweczki, która się spokojnie maceruje. Zresztą w tym roku smak gruszek, aronii, a może i śliwek skróci nam oczekiwanie zimą na wiosnę:).

Tych słoików rozmnożyło się tyle, że jak ktoś ma potrzebę, to chętnie odstąpię. Przynajmniej wiadomo, że to domowe, a nie jakieś sklepowe, jak mawiała moja Babcia:). Jak się uda to zamieszczę zdjęcia smaków w słoikach na wyostrzenie niektórych zmysłów:).

 

 

Jak ten czas szybko płynie…

Trywialnie brzmi ale jakże prawdziwie.

Natchniona i zachęcona na nowo przez Panią Beatkę odnotuję dziś, co się zmieniło od ostatniego wpisu. Oczywiście, zima minęła, wiosna też, a teraz lato się kończy.

A wiosną ganialiśmy po polach okolicznych nasze konie, które w poszukiwaniu zielonej trawy notorycznie wychodziły poza ogrodzenie. Może i to ogrodzenie nie było doskonałe  i nadal nie jest, ale i konie coraz cwańsze. Nauczyły się przesuwać zadami swymi żerdzie w bramach ogrodzenia, aż do momentu gdy żerdź opada na ziemię, a one mogą wyjść. Koniki nasze już jednak wiedzą, że nasze gospodarstwo to ich azyl bezpieczeństwa, więc wracają do swojej stajni, czasami bez zachęty, a czasami z zachętą w postaci przyczepki wypełnionej świeżo skoszoną trawą. Jednak suto zastawiony stół jest skuteczny :).

Na początku kwietnia przyszedł na świat źrebak po klaczy Olpinie, którego nazwaliśmy Ojtam. Od początku nadstawiał się do głaskania, szczególnie zadem. Wiosną również powiększyło się stado kóz o kolejne trzy. Nie mają imion. Stwierdziłam, że imiona będę dawać narodzonym u nas. Koziołek rozrodowy już w drodze, więc mam nadzieję, że na wiosnę będą małe koźlątka. Przy okazji moich całkiem nowych doświadczeń zootechnicznych odkryłam, że trzy nowe kozy są mleczne. Odkrycie z sierpnia z zamiarem pozyskiwania mleka i przetwarzania go na sery i jogurty:). Trzymajcie kciuki

 

Grudzień tuż przed Wigilią…..

Atak zimy sprzed trzech tygodni odszedł w zapomnienie razem z ostatnimi plamami śniegowymi na łąkach. Jeszcze dwa dni do Świąt ale prognozy nie dają nadziei na biały puch. Byłoby piękniej :).
Szykujemy się do Bożego Narodzenia z choinką, pysznościami – w tym roku testujemy nowe potrawy. Nasi Goście sylwestrowi otrzymają już sprawdzone nowości:). Jeszcze trzeba gdzieś dokupić światełka bo w tym roku do przyozdobienia więcej okien i ścian 🙂

Tymczasem poranna kawa, maluchy wstają:)

Koniec lata tuż, tuż…

Lato się kończy za kilkanaście dni, a u nas już pogoda wczesno jesienna. Dobrze, że przez ostatni tydzień było cieplutko – bo nasz nowo narodzony zrebaczek miał szansę się ogrzać jeszcze w pięknym słoneczku :). Od ponad trzech tygodni mamy małe stado hucułów, w ilości 10 koni, w tym nowo narodzona klaczka. I czekamy na chętnych do jazdy konnej. Mamy już koniki i dużo terenów nadających się do jazdy. O koniach relacji będzie sporo jeszcze.

Tymczasem jarzębina dojrzała i owoce czarnego bzu też. Czas więc na kolejne zbiory i słoikowe przetwory:) dla dzieciaków i dorosłych. Czekam tylko na słoneczny dzień aby ogolić te drzewka z owoców:).

Niestety najbliższe dni zapowiadane są jako deszczowe, trzeba więc jeszcze chwilę poczekać.

 

Sierpień….

Jeszcze miesiąc nie minął odkąd uruchomiliśmy domki, a (tfu, tfu…, żeby nie zapeszyć) gości mamy prawie bez przerwy. Cieszy Nas to ogromnie, że standard domków i to co wokół znajduje takie zainteresowanie.

Wczoraj byliśmy oglądać konie, jest tam małe stadko do kupienia:). Koniki piękne, a my mamy kolejny temat do przemyśliwań. Długo myśleć nie będziemy, bo wiadomo konie w tak pięknym miejscu to ważny element całości. Nic to, Gospodarz myśli a ja (Gospocha) dalej przyjmuje Gości na domkach:)

Mieliśmy tu kilka dni temu nawałnicę, w naszym Kiersztanowie. Niektórzy z sąsiadów ponieśli większe straty niż my. Chociaż i u nas trochę szkód. Plot wyłamany, kilka pięknych starych drzew i niestety ten najokazalszy czarny bez też padł.  z tego bzu zostało wspomnienie w postaci nalewkowej w butelkach:).  Dobrze, że jeszcze mam kilka młodszych egzemplarzy to produkcja soku etc., będzie kontynuowana.

Zimne już poranki to już ewidentny znak drugiej połowy lata. Nie przejmujemy się tym, domki są ciepłe, ogrzewane, a dla chętnych mamy saunę przecież 🙂

lawenda pięknie kwitnie

Dopiero założyłam poletko lawendowe. Miesiąc preparowania nasion – metoda wyczytana w necie, ma pomóc kiełkować nasionkom. Ogólnie to uzyskanie lawendy z nasionek jest ponoć bardzo trudna. Liczę tylko na łut szczęścia przy tym moim eksperymencie i na to,  że miejsce jest ładnie nasłonecznione i ma piękną wystawę :). A to ponoć lubi lawenda:)

Teraz codzienne delikatne podlewanie i wyczekiwanie na jakieś pierwsze oznaki współpracy lawendy z ogrodnikiem czyli mną:)

Trzymajcie kciuki!

już czerwiec…

I przyszedł czerwiec a my go nawet nie zauważyliśmy, tacy zapracowani jesteśmy:). Stodoła Biesiadna czeka na następne udane imprezy a my się spieszymy, żeby oddać dwa domki letniskowe na początek lipca. W przyszłym tygodniu juz będą stały konstrukcje, potem stawiamy kominy do kominków i robimy prace wykończeniowe.

To będą przytulne, domki drewniane z łazienkami, aneksem kuchennym i kominkiem/kozą:)

Tymczasem idę dalej pracować:)

Wiosna w rozkwicie :) a My…

My też w rozkwicie, tak jak i wiosna:). Było otwarcie dla najbliższych przyjaciół i Rodziny. Teraz szykujemy się do bardziej oficjalnego otwarcia. I nadal mamy wiele pracy, aby to wszystko grało:). Pogoda była do wczoraj ładna. Dziś trochę deszczu i chłodniej. Oby na weekend się poprawiło bo można więcej zdziałać i dzieci się mniej nudzą.