• English
  • Deutsch
  • Русский

Żaby i wspomnienia…

I właśnie, natchnięta rozmową z Pania i Panem, którzy przyjechali wczoraj oglądać Osadę pod kątem wesela w stodole chciałabym napisać parę słów o żabach….

Ten rok, rok szósty, kiedy tu mieszkamy to pierwsza taka wiosna z moja refleksją, że żaby mi juz nie przeszkadzają :). Nawet sobie nie wyobrażacie jak potrafia być głośne żaby, ropuchy i ropuszyska gdy zawładną stawem, większym bagienkiem. 24 godziny non stop wydają nieznośne dźwięki, określane przez dzieci kum-kaniem, rechotaniem przez dorosłych i darciem ryja przeze mnie ;). Trwa taka sielanka z żabami od połowy kwietnia do, no właśnie nawet nie wiem do kiedy… Nie widać, a słychać.

I dotychczas każdej wiosny zwalczałam te dźwięki metodami prostymi, czyli pierwszy napotkany kamyk w staw. I pomagało na chwilę. Przechodziłam chwilę rozstroju nerwowego, braku możliwości skupienia na niczym więcej uwagi itd. 

A tej wiosny, jakby mnie odczuliło. Zupełnie mi nie przeszkadza, ani w spaniu ani w pracy. A niech se rechotaja, kumkają, czy cokolwiek. Jak im tu u nas dobrze, to dobrze 🙂 

Nie tylko żabom u nas dobrze, zającom, bocianom, szpakom, czaplom, żurawiom, jeleniom, sarnom, dzikom, orłom, sokołom i innym też 🙂 I niech tak zostanie.

Jak sie nauczę jak podłączyć dźwięk do takiego wpisu blogowego to uczynię to z rozkoszą.

z serdecznymi pozdrowieniami dla moich wtorkowych Gości 🙂

Początek marca

Pierwsze promienie słońca, długo wyczekiwane i czasem cieplejszy powiew. Już są żurawie, łabędzie i czajki. Coś jeszcze wysoko w drzewach śpiewa ale kompletnie nie wiem co. Słaby ze mnie ornitolog 🙂
Już nie ma śniegu. Odkryte jest już wszystko co musimy poprawić, uporządkować, odmalować, położyć, postawić, przenieść tej wiosny. Czasu mało, pracy dużo. Od kilku lat taki stan powtarza się każdej wiosny, ponieważ cały czas wymyślamy, upiększamy kawałek po kawałku osadowej ziemi naszej.
Kozy już chodzą z dużymi brzuszkami, za trzy-cztery tygodnie maksymalnie pierwsze wykoty. Chodzą dostojnie i wygrzewają się w słoneczku. Z tego co widać po brzucholach to żłobka koziego będzie sporo w tym roku. Ku uciesze naszych dzieci i naszych Gości.

W stajni mamy pięć koni najstarszych, czyli Klacze źrebne i nasz Słowik. Młodzież huculska rozjechała się po Polsce. A my jak co roku przed sezonem szukamy instruktora jazdy konnej :(.

Jeszcze pozostał temat drobiowy, czyli, powiększamy stado aby sprostać zapotrzebowaniu na jajka z wolnego chowu. Mamy coraz więcej Gości, a jajecznica z takich jaj ze szczypiorkiem to jest hit śniadaniowy. Oczywiście poza serami zagrodowymi, dżemami, które sami robimy.

Jeśli tylko pogoda dopisze to już w kwietniu powstanie ogród z warzywami i owocami, w uprawie skrzyniowej.

Dużo wyzwań, mało ludzi… także jakby ktoś chciał to zapraszamy do aktywnego wypoczynku i pracy w gospodarstwie 🙂

Kasiowe przepisy kulinarne

Czyli jak mnie czasem natchnie pozytywnie to coś mądrego w kuchni wymyślę :). Tym razem natchnięta przez moją Agę wymodziłam i przetestowaliśmy z powodzeniem. A kto nie ma kuchni, siły, zacięcia czy czegokolwiek to zapraszam do Osady – tu można skosztować i taki sernik i inne 🙂

SERNIK_BEZ_GLUTENU_I_BEZ_LAKTOZY-1

42 jajka czyli jak się zaczęłam spełniać w nowej roli :)

Mąż wyjechał na weekend ale gospodarstwo działa przecież. I cóż? 42 jajka ze zbioru piątkowego i poczułam się bardzo zadowolona. No nawet uśmiechnęłam się do tego wiaderka z jajami:).

Nie, nie, ja nie oszalałam ja po prostu znajduję frajdę w tym co zaczęłam robić i czym się zajmować nie tak dawno temu. A moja Babcia Wacława to byłaby ze mnie dumna jakby widziała, jak skubię koguta i szykuję dla moich miłych weekendowych Gości. Goście spędzili u na kilka dni listopadowych, brrrrr i wyjechali :(. Posmakowały im moje sery i nawet chwalili moje gotowanie :). Zanabyli u mnie parę smaczków eko żywności. I oczywiście dostali parę gratisów do konsumpcji, bo od nas mało kto wyjeżdża z niczym.

Na kuchni czeka mleko kozie – będzie jakiś ser z tego, tylko zastanawiam się jaki zrobić :). Jak się tak dłużej pozastanawiam to już tylko twaróg powstanie. Miło się tak siedzi przy kawuni, palącym się kominku i się rozmyśla… wyjątkowo w ciszy. To może niech ten twaróg jednak….

 

 

Sezon na kwiat czarnego bzu i truskawki

Kwiecień i maj to było szaleństwo związane z kończeniem remontu pokoi. Gonitwa, nerwy, walka z czasem i zdążyliśmy. Niewyobrażalne zaangażowanie wielu osób, w tym moich Teściów. Ekipa Adama, która dała z siebie wszystko. I udało się – mamy nowe, pachnące drewnem pokoje, każdy z łazienką, salę kominkową, siodlarnię. I chcielibyśmy w tym budynku przyjmować gości cały rok, bo jest on do tego przygotowany.

W czerwcu trzy duże grupy gości już nocowały. Ocenili bardzo dobrze nasz wysiłek, więc mamy nadzieję, że pomysł się sprawdzi na przyszłość.

Tymczasem już koniec czerwca…. Truskawki się kończą, a ja dopiero teraz mam czas pomyśleć o dżemach. Trzeba lecieć w poniedziałek na targ lub giełdę i kupować.

A moje krzewy bzowe kwitną pięknie, pachną i czas najwyższy aby wyciągnąć z nich co najsmaczniejsze do nalewki „zebzu”, jak ją określiła moja koleżanka :). Dziś sobota, więc idę po kwiecie. Trzeba narobić zapasów, które maja starczyć aż do przyszłorocznych zbiorów.

I żebym nie zapomniała wspomnieć, że moje stadko kóz powiększyło się o maluchy w ilości 6 kózek, więc jest więcej pracy ale i nadziei na więcej mleka za rok :).

Żurawie i ricotta

W marcu wróciły żurawie okrzykując koniec zimy, która nie była jakaś dokuczliwa  w tym roku. Jednak jesień i zima były mało słoneczne i dość ponure. I każdego dnia od teraz wypatruje się słoneczka, pierwszych znaków wiosny.

A my jak weszliśmy w remont to dzięki tej łagodnej zimie mogliśmy prace kontynuować, choć nie obeszło się bez przykrych niespodzianek to jednak jest nadzieja, że skończymy do końca maja. Już spać nie mogę rozmyślając o tym jak wykończyć, jak pomalować, jak „uczłowieczyć” te wnętrza. Jednak jest to przyjemne a ja czuję się w swoim żywiole. Tym trudniejsze to zadanie, że „klient” ma budżet ograniczony, a trzeba wyczarować wnętrza pełne powietrza, sielskich klimatów i spełniające wymagania gości.

W tak zwanym międzyczasie, gdzieś w okolicach stycznia, mój ukochany namówił mnie, żebym nie czekając na mleko od naszych kóz zabrała się do nauki robienia serów z dostępnego tu na wsi od naszych sąsiadów mleka krowiego.

I tak też wyjątkowo posłuchawszy bez zastrzeżeń mojego ukochanego, zabrałam się do nauki i pierwszych prób. I co ja mogę powiedzieć? Wciągnęło mnie, zwyczajnie mnie wciągnęło. Robię sery podpuszczkowe, solone i naturalne, z dodatkami i bez. Z pozostałej serwatki robię ricottę, którą moja rodzina się zajada. Już nawet znajomi upominają się o sery :). Co mnie cieszy, buduje moja motywację i ciekawość poszukiwania innych receptur. Z tymi ostatnimi najtrudniej. Nie ma co się poddawać. Kto szuka ten i znajdzie 🙂

Ludowe mądrości na styczeń :)

02 stycznia – Gdy Makary pogodny cały styczeń chłodny.

06 stycznia – Na Trzech Króli słońce świeci, wiosna do nas pędem leci.

11 stycznia – Święta Honorata figle płata.

21 stycznia – Jak Święta Agnieszka wypuści śnieg z mieszka, to go nie powstrzyma ani do Franciszka (24 stycznia)

28 stycznia – Urodzaje da rola gdy deszcz leje w Karola

30 stycznia – Święty Marcin lody gładzi, gdy ich nie ma to je sadzi.

 

Czyż nie fajnie jest poobserwować zgodność tych przysłów z rzeczywistością? 🙂

Miłego dnia!

 

i nastała mroźna biel :)

Od kilku dni dosłownie mamy tu u siebie bajkowy zimowy krajobraz. I to nie za sprawą śniegu, bo spadło go niewiele. Mocno mroźno się zrobiło i wszystko wokół pobielało. Drzewa, krzaki, łąki pomalowane na biało, skrzą się w tym mroźnym słońcu. Nie ma go jeszcze wiele, ale jak się już pokaże takie grudniowe słoneczko to aż się serce raduje.

Święta minęły sobie jakoś tak spokojnie. Koniec roku już pojutrze, styczeń, luty i wiosna:) I na to czekamy.

Tymczasem dwa razy dziennie trzeba kuć przeręble aby poić konie. Te pożerają masę siana i przybrały takie grubsze zimowe puszyste futerka. Mąż nazywa je miśkami. One też czekają łąk wiosennych i hasania bez ograniczeń. Już niedługo…

 

wspominki przed bożonarodzeniowe

Mamo, wiesz jak wiele czasu i życia upłynęło?…

Kolejne Święta się zbliżają…

Zrobiłabym dla Ciebie wianek Bożonarodzeniowy, żebyś przystroiła sobie mieszkanie. 

Upiekłabym Ci makowca i sernik, a Ty byś mi pomogła zrobić uszka do barszczu, których nigdy nie umiałam zrobić tak pysznych i malutkich jak Ty.

Wiesz, nauczyłam się też robić pyszną nalewkę. Myślę, że by Ci smakowała.

Zrobiłabym dla Ciebie bluzkę z miękkiej, niegryzącej włóczki 🙂 bo wreszcie nauczyłam się robić rękawy raglanowe.

Patrzyłabyś na swoje wszystkie wnuczęta i bawiłabyś się z nimi, jak kiedyś z Agatką 🙁

I może byś choć zechciała Święta u nas na wsi spędzić…

Może….

gdybyś żyła… Mamusiu…

miało być wolniej….

No miało być po sezonie wolniejsze tempo na tej naszej wsi. Tylko, jakoś tak się dzieje, że nie u nas. A to to, a to tamto i ciągle gonitwa. Jedyne co jest piękne w tej „nie miejskiej” gonitwie to, że u siebie i że wokół taki krajobraz cudny :). Na pewnym blogu takich jak my wieśniaków z wyboru wyczytałam, że mieszkając na wsi nie trzeba czekać na weekend czy urlop, bo w zasadzie wokół siebie ma się taki klimat sielskiej urlopowości.  No jasne, że trzeba pracować, nie ma leniuchowania na codzień. Mimo to, jest przyjemniej, zapewniam Was.

Ja tu gadu, gadu, a tu mija pierwsza dekada grudnia. Do świąt dwa tygodnie i fajnie. Uwielbiam ten czas czekania na święta, bo potem to juz tylko coraz bliżej do wiosny. I co z tego, że przez śniegi, mróz, marznące nogi i ręce ale jednak bliżej. Nie mówiąc już o tym, że i słoneczka coraz więcej.

W naszym zwierzyńcu póki co żadnych zmian. Jest nadzieja, że kozy są zakocone, ale to jeszcze wymaga dłuższych obserwacji. I nie będę opisywała na czym te obserwacje polegają bo i tak Mój się naśmiewa regularnie z tego mojego przejmowania się tym tematem.

Kury się spisują na medal, mamy codziennie 20-28 jaj :). Już odsprzedaje bo nie wyrabiamy z taką ilością sami:).

Konie przyodziały puszyste futra zimowe i wyglądają jak to mówi Mój jak miśki.  Kozy zresztą też podobnie.

I czas brać się poważnie za świąteczne strojenie chałupki, kończenie i szykowanie prezentów dla dzieciaków i tych małych i tych dużych. I to jest przyjemne zajęcie, w ciepłym domku przy kominku.

No to do dzieła Kobieto…